20 września 2016 rokuDobiegł do moich uszu krzyk, wycie przepełnione przerażeniem i rozpaczą. Tłum zgromadził się na głównym placu. Każdy rozglądał się naokoło, szukając odpowiedzi na ot jedno, jedyne pytanie- dlaczego? Dlaczego nasza Alfa tak nagle zniknęła, pozostawiając po sobei jedynie pustkę? Dlaczego nie powiadomiła nikogo o odejściu, nawet swojej prawej ręki? Przecież nikt nie miałby jej tego za złe, gdyby tylko dała nam znać. Wraz z resztą przygotowalibyśmy jakiś plan B na ten trudny okres. Jesień już i tak za bardzo daje nam się we znaki, a teraz jeszcze to. Muszę porozmawiać z Amortencją i Miu.
23 grudnia 2016 rokuZaczyna brakować zwierzyny, nigdy wcześniej nie zdarzało się to na tak wielką skalę. Pierwszy raz w życiu ujrzałam migrujące smoki w niewyobrażalnych wręcz ilościach. Nawet Bahamut, do tej pory potulny, pilnujący naszych terenów, dziś odleciał wraz ze swoimi pobratymcami. Wszystkie z nich zniknęły w objęciach naszej Pani, wiernie górującej na niebie- Niebieskiej Zorzy. Straciliśmy przez to najpotężniejszych sojuszników. Bez Urazy wszystko zdaje się sypać...
15 sierpnia 2017 rokuDziś znaleźliśmy kolejne ciała. Szczekanie gończych psów słychać każdej nocy. Nigdy nie pomyślałabym, że odgłosy wydawane przez ogary mogą wzbudzać we mnie tak ogromny lęk za każdym razem, kiedy rozbrzmiewają w oddali. Zapach prochu strzelniczego jest dosłownie wszędzie. Wiruje w nosie, wywołuje nudności. Straciliśmy większość młodych, wczoraj podczas obchodu wschodniej granicy- natrafiłam na truchło naszej uzdrowicielki. Brałam udział w niejednej wojnie, jednak obecna rzeczywistość jest od nich o wiele gorsza, pochłania zbyt wiele niewinnych żyć. Część z naszych postanowiła odejść, niektórzy poddali się ludziom. Nie wiem, co będzie dalej.
4 lutego 2020 rokuByłam jedną z ostatnich, którzy pozostali na terenach watahy. Trwałam aż do momentu, kiedy nasza Pani zniknęła.Ludzie odebrali nam wszystko, nawet Niebieska Zorza już nie pojawia się nocami na nieboskłonie. Bez niej nasze życie kompletnie się posypało. Zniknęła nadzieja, moce straciły na sile. Wierni pierwotnym instynktom zniknęli w Pradawnej Puszczy, pozostali przybrali ludzką formę. Zamieszkałam w Adefilion wraz z ostatnimi ocalałymi, którzy nie postradali zmysłów, nie zdziczeli. Niestety straciłam kontakt z Miu i Amortencją, niewiedza o ich dalszym losie strasznie mi ciąży.
Zamknęła stary zeszyt, przepełniony pożółkłymi kartkami, niektórymi już tak wytartymi, że nie można było odczytać uwiecznionych nań słów. Używała go od pierwszego dnia po dołączeniu do Niebieskiej Zorzy, jakoś nie potrafiąc odstawić tej ludzkiej części w kąt. Dzięki temu teraz było jej troszkę łatwiej porzucić wilczą skórę na rzecz rozpoczęcia nowego życia. Nie była jedyną, na całe szczęście. Z czasem Green Street stało się tak zwaną wilczą ulicą, na której większość mieszkańców stanowiła pozostałości po dawnej potędze. Zaadaptowali się, w sercach mają tlący się płomyk nadziei na to, że jeszcze kiedyś ujrzą Zorzę- zwiastunkę rychłego powrotu pradawnych, mających przywrócić wilcze panowanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz